O tych rzeczach lepiej nie mówić w telewizji śniadaniowej
Pieprzone żółte tulipany.
Naprawdę nie spodziewałem się, że między odstawieniem auta na wymianę opon, a przeklinaniem pokrywy osłaniającej zakurzony filtr kabinowy otrzymam telefon, który wywróci o 180 stopni plany na kolejny dzień. A właśnie to miało miejsce - upierdzielony smarem i upudrowany pyłem dostałem wezwanie do stawienia się w studiu popularnego programu telewizji TVN, gdzie opowiedzieć miałem o tym, czego można nauczyć się oglądając filmu. I czego z rzeczy pokazywanych na ekranie lepiej nie próbować w prawdziwym świecie. Jak to się skończyło?
Tak jak zwykle. Rozstrojem żołądka, paniką przed wejściem na antenę i mówieniem z prędkością przynajmniej trzykrotnie przekraczającą telewizyjne normy. Ale to się inaczej skończyć nie mogło, gdy w świadomości kołatała myśl, że tarabanię się przez pół Polski by zabrać głos na mniej więcej dwie i pół minuty. Dwie i pół minuty, które możecie zobaczyć poniżej.
[video width="852" height="480" mp4="https://kulturawplot.pl/wp-content/uploads/2016/04/DDTVN-13.04.2016.mp4"][/video]
Powyższe wideo jest jednocześnie odpowiedzią na dziesiątki pytań o to, dlaczego KWP nie ma dedykowanego kanału na YouTubie. Teraz już wiecie.
Znając tematykę rozmowy miałem okazję nieco przygotować się przed wejściem na antenę. Znalazłem sporo przykładów filmów i produkcji telewizyjnych, które uratowały ludziom życie. Z drugiej strony, znalazłem też tyle samo absurdów, które z rzeczywistością mają niewiele wspólnego (o to prosiła mnie producentka). W głowie więc zbudowałem wizję swojej wypowiedzi, w której zaszokuję widzów obrazowymi opisami i ciekawymi przykładami. Na końcu języka miałem już historie o:
robieniu cesarskiego cięcia nożem myśliwskim (trik znany z "The Walking Dead"),
wyłupianiu oczu i używaniu ich do oszukiwania skanerów siatkówki ("Człowiek Demolka", "Raport Mniejszości" - w rzeczywistości wyjęcie oka z oczodołu powoduje oderwanie siatkówki, więc skaner nie ma czego skanować),
chowaniu się w zwłokach konia, by uniknąć śmierci z wychłodzenia ("Zjawa"),
własnoręcznym zszywaniu ran ciętych nicią dentystyczną ("Wykidajło"),
robieniu bazooki z rury wydechowej ("MacGyver"),
wyciskaniu cieczy ze znalezionych odchodów w celu zaspokojenia pragnienia ("Szkoła Przetrwania"),
ratowaniu życia za pomocą najzwyklejszego w świecie opierdolu (w 2007 roku Simon Cowell podczas castingu do "X-Factora" zalecił strasznie fałszującej kobiecie udanie się do lekarza. To uratowało jej życie, gdyż lekarze wykryli u niej rzadką i ciężką chorobę oskrzeli, która w krótkim czasie mogła ją zabić).

Nie róbcie tego w domu. (Kadr z "The Walking Dead")
Takie miałem plany. Ale kiedy rozbłysły światła reflektorów i kamera skupiła się na mojej twarzy, a mój wzrok na kwiatach zdobiących stół, to wszystko uciekło w zakamarki świadomości, pozostawiając mi jedną myśl. Myśl o żółtej gąbce z Bikini Dolnego i 13-letnim Amerykaninie z autyzmem.
Jaki z tego wniosek? Telewizja ogłupia. Sam się o tym przekonałem.
PS: Z drugiej strony SpongeBob w paśmie śniadaniowym to nie taki do końca zły pomysł.

