To nie jest wpis dla ludzi o słabych nerwach
Najstraszniejszy odcinek "Z archiwum X" to tak naprawdę wspomnienia Charliego Chaplina.
Chociaż telewizja Fox na kolejny mini-sezon "X-Files" każe nam czekać jeszcze trzy miesiące (premiera dopiero w styczniu 2016 roku), wiele wskazuje na to, że otrzymamy produkt skrojony pod oczekiwania fanów kultowego serialu. Wiele, ale nie wszystko. Jak pokazali niejednokrotnie twórcy, przypadki Muldera i Scully często potrafiły zaskoczyć widzów, najczęściej w odcinkach nie zaliczanych do głównej osi fabularnej. Jednym z nich jest jeden z zaledwie dwóch odcinków, przed którym telewizja zdecydowała się wyświetlić ostrzeżenie uczulające widzów na makabryczne wątki w nim zawarte. Chociaż słowo "makabryczne" wydaje się w tym wypadku oburzającym niedopowiedzeniem.
Niezwiązany z serialową mitologią odcinek „Home” paradoksalnie uznawany jest za jeden z najlepszych. Chociaż brak tu UFO, paranormalnych anomalii, rządowego spisku i innych elementów definiujących serial, ciężko nie schylić czoła przed dokonaniem scenarzystów i reżysera, którzy przygotowali prawdopodobnie najstraszniejsze kilkadziesiąt minut w historii telewizji. Rozprawiająca się z mitem tzw. „amerykańskiego snu” przypowieść pokazuje śledztwo znanych i lubianych agentów FBI, prowadzące ich do małego i praktycznie odciętego od cywilizacji miasteczka, gdzie natrafiają na rodzinę zdeformowanych farmerów, którzy nie wychodzili na światło dzienne przez blisko dekadę.
Nie to jest jednak najgorsze – najgorsza jest końcówka, w której Mulder i Scully odkrywają pod łóżkiem zapuszczonej chaty pozbawioną rąk i nóg kobietę, przez wiele lat gwałconą przez jej własnych synów, mordujących wszystkie "skutki uboczne" przymusowego współżycia, a następnie zakopujących ich zwłoki w przydomowym ogródku. Okropne, wiem, ale lepsze niż 95% horrorów, jakie kiedykolwiek widzieliście. I żeby było jeszcze ciekawiej, oparte na relacji samego Charliego Chaplina (tak, tego Chaplina), który podobną (bardziej z wyglądu niż charakteru) rodzinę spotkał i opisał we własnej autobiografii. To nie żarty.
W komentarzu DVD odcinka "Home" jeden ze scenarzystów przytoczył fragment autobiografii legendarnego brytyjskiego aktora, którą przeczytał kilkanaście lat wcześniej. James Wong wspomniał, jak szokujące wrażenie wywarła na nim opowieść o obiedzie, na który Chaplin został zaproszony, a po którym rodzina miała przygotować dla niego krótki happening, rodem z makabrycznej wersji programu "Ugotowani". Scenarzysta kontrowersyjnego odcinka "Z archiwum X" opisał całe zajście w następujący sposób:
Po obiedzie rodzina zabrała Chaplina na piętro, by mógł poznać ich syna. Jakież było zdziwienie Charliego, kiedy wspomniany chłopiec został wyciągnięty spod łóżka i okazał się tetraplegikiem - pozbawionym kończyn kadłubkiem, który zaczął klapać po podłodze, podczas gdy jego rodzice zajęci byli tańcem i śpiewaniem.
Jeśli jeszcze tu jesteście (jak pokazują statystyki, spory odsetek z Was przed chwilą zamknął kartę z tym wpisem), muszę Was nieco uspokoić. Powyższe jest w istocie cytatem z Jamesa Wonga, który tak zapamiętał fragment ze wspomnień Chaplina.
Przez kilkanaście kolejnych lat nosił tę opowieść z tyłu głowy, ostatecznie przekuwając ją w scenariusz jednego z najlepszych odcinków "X-Files". Sęk w tym, że przed jego napisaniem nie zapoznał się z treścią autobiografii ponownie i wiele rzeczy przeinaczył. Dotarłem do rzeczonego fragmentu autobiografii filmowej legendy, niestety w wersji oryginalnej. Możecie się z nią zapoznać poniżej.
W skrócie: Chaplin został na noc w domu pewnej rodziny. Rodzina trzymała drzwi kuchenne zamknięte, nie wpuszczając do niej swojego gościa. Ilekroć chciał coś wziąć z pomieszczenie musiał pukać, a drzwi uchylano mu jedynie odrobinę. Dopiero drugiego wieczoru gospodarz podszedł do aktora i zapytał go, czy chciałby zobaczyć ludzką żabę.
Chaplin grzecznie wyraził zainteresowanie, po czym został zaprowadzony do kuchni, gdzie spod kredensu wypełzł pozbawiony nóg pół-człowiek o płaskiej głowie, trupio bladej twarzy, zapadniętym nosie, ogromnych ustach i potężnych, umięśnionych ramionach. Osobnik, który równie dobrze mógł mieć 20 co 40 lat, uśmiechnął się do Chaplina odsłaniając żółte zęby, a następnie zaczął wykonywać triki, których nauczył go jego ojciec. Numerem popisowym był podskok na wysokość twarzy oglądającego ten makabryczny spektakl aktora, wykonany wyłącznie za pomocą ramion.
Chaplin zachował pełną powagę, a widząc entuzjazm "tresera" zapewnił go, że zdeformowany syn z powodzeniem może spróbować szczęścia w cyrku. Zaszokowany tym co widział z trudem przespał jeszcze jedną noc u swoich gospodarzy (podejrzewając, że śpi w łóżku, które zazwyczaj okupuje ich upośledzone dziecko), a następnego ranka grzecznie się pożegnał, uścisnął rękę Gilbertowi (tak miało na imię "monstrum" spod kuchennej szafki) i nigdy więcej ani jego, ani jego rodziców już nie zobaczył.

Jak widać, historia różni się dość mocno od tego, co opisał w komentarzu na płycie DVD James Wong. Niemniej dość zaskakujący jest fakt, że tak groteskowa, makabryczna scena znalazła się w biografii aktora, który zapisał się w świadomości widzów głównie rolami komediowymi. I któż by przepuszczał, że w takim miejscu można odszukać inspirację do nakręcenia jednego z najbardziej odrażających, przerażających, a zarazem fascynujących odcinków kiedykolwiek wyemitowanych w telewizji?








