Żenująca śmierć Hanki Mostowiak
Stało się (a właściwie stanie, w poniedziałek, 7 listopada). Hanka kopnęła w kalendarz. To wiekopomne wydarzenie, najbardziej wyczekiwany i omawiany motyw "M jak miłość", od kilkudziesięciu godzin można oglądać w internecie. Co więcej, jeden z najbardziej znienawidzonych przez internautów telewizyjnych tworów wzbudził również ich zainteresowanie. Niestety, nie jest już tak pozytywnie jak w przypadku irytującego "skajpaja".
Nigdy nie sądziłem, że napiszę na tym blogu cokolwiek o serialu Ilony Łepkowskiej. Ale kiedy w grę wchodzi tak strasznie spartolone i spieprzone zakończenie żywota jednej z najważniejszych postaci tej telenoweli, nie wypada milczeć. Śmierć Hanki jest typowo polska: nagła, nudna, mało dramatyczna i pozostawiająca w umysłach zgromadzonych przed ekranami widzów trzy literki i dwa znaki interpunkcyjne: WTF?!
Jak ginie Hanka? Widzowie "M jak Miłość" pewnie znajdą na to jakieś uzasadnienie, ale przeciętnego widza sekwencja z serialu wprawi w osłupienie. Okazuje się bowiem, że Hanka ginie od uderzenia samochodu w stos kartonów. Jest w tym pierwiastek zarówno bohaterstwa (próbuje ominąć nagle wpadającą na jezdnię w slow-motion dziewczynkę z rowerem), jak i absurdu (w wypadku większe rany odnosi jej siostra i to ona siada za kierownicę po zmianie ujęcia). Absurdu, gdyż Hanka pada trupem w chwilę później, jak za dotknięciem czarodziejskiej kosy Ponurego Żniwiarza.
Najśmieszniejsze jest w tym fakt, że cała sekwencja trwa mniej więcej siedem minut. Tak jest, pomimo prawie 900 40-minutowych odcinków, śmierci głównej bohaterki poświęcono 420 sekund. Co prawda twórcy starają się zrekompensować groteskowe wrażenie, jakie wywarł zgon Hanki na widzach napisami końcowymi, ale to co serwują zamiast tradycyjnej piosenki, tylko i wyłącznie zachęca telewidzów do schowania twarzy w otwartych dłoniach. Dlaczego? Otóż dlatego, że całość wygląda tak, jakby to nie Hanka Mostowiak zeszła z ziemskiego padołu, ale to Gośkę Kożuchowską we własnej osobie szlag trafił.
Zamiast znęcania się i wylewania hektolitrów jadu na nieporadność polskich twórców, zamieszczam poniżej jedną z najgłupszych sekwencji w historii telewizji. Wyrazi ona więcej, niż cały ten powyższy pseudo-esej.
PS: Hanka poszła się paść w Wielki Piątek. Jakież subtelne nawiązanie do symboliki Chrześcijaństwa. Czekamy do Wielkiej Niedzieli na ciąg dalszy? :)

